
Autor: Zdjęcia sprzętu: Bugatti, Menu
Dziadek do orzechów to sprzęt fascynujący, choć rzadko używany. Wiedzie prym dopiero przy zupełnie specjalnych okazjach.
Gdy przyjdzie czas na pieczenie
mazurków,
tortów, gdy zbliżają się
święta i kuchnia zaczyna pachnieć
orzechami i bakaliami – wtedy dziadek do orzechów staje się niezbędny, wtedy też snuje się orzechowe opowieści o jego wielkich, legendarnych wręcz wyczynach.
Raz
dziadek do orzechów pojawia się w nich jako heros pokonujący niezwykle twardego i zaciętego wroga – stosy orzechów zamknięte przed łakomymi domownikami. Innym razem dziadek do orzechów jest towarzyszem magicznej podróży, jak w pełnej słodyczy i ciepła opowieści Hoffmana.
Znalezienie niepospolitego i prawdziwie bohaterskiego dziadka do orzechów to spora sztuka. Niemniej – współcześni projektanci firm
Bugatti i Menu, dając upust pomysłowości, odziewają dziadka do orzechów w ciekawe formy. Nie minimalizują przy tym, co ważne, przynależnej dziadkowi krzepkości.
Dziadek do orzechów to sprzęt, jak powiedzieliśmy, fascynujący, bo jest swoistym kuchennym wehikułem czasu. Przenosi myśli do lat dzieciństwa, ciepłej, pachnącej
ciastami babcinej kuchni, do dziadka, który spracowanymi dłońmi głaskał po głowie.
Dziadek do orzechów, mimo swej tradycyjnie stalowej konstrukcji, jest od wieków synonimem ciepła, rodzinnych świąt i czasu pachnącego tajemnicą i wyczekiwaniem.
Tym razem sklep dla koneserów piękna i prostoty, www.smakprostoty.pl, proponuje coś dla małych i dużych wielbicieli świąt – nastrojowo-wigilijną opowieść o dziadkach, wiewiórkach i pysznych orzechach.
* * *

Jest zimowy, grudniowy wieczór. Na niebie skrzą się gwiazdy, na okolicznych choinkach rozbłysnęły bożonarodzeniowe lampki. Śnieg baśniowo skrzypi pod stopami spieszących do domów mieszkańców miasteczka. Mróz z wigorem szczypie w policzki. Panuje prawdziwie świąteczny nastrój. Miasteczko tętni życiem.
Jednak na twarzach spieszących w różnych kierunkach mieszkańców widać zatroskanie i rozczarowanie. Zbliżającą się Wigilię zapamiętają jako pierwszą, na której nie będzie orzechów. Na stole nie pojawią się orzechowe łakocie, zabraknie mazurka, orzechowych ciast z polewą, orzechowych ciasteczek. Słowem - święta zapowiadają się naprawdę paskudnie. A wszystko za sprawą grasującego od jakiegoś czasu złośliwego, wymykającego się prawu gangu wiewiórek. Ta sprawnie zorganizowana, przebiegła grupa światowej klasy złodziei orzechów pozbawiła miasteczko wigilijnych smakołyków. Wiewiórki wykradły skrupulatnie gromadzone zapasy orzechów włoskich, laskowych, pistacjowych, a nawet ziemnych. Nie pogardziły też orzechami w czekoladzie!
Przygnębieni i przerażeni ludzie załamują ręce. Mer miasta z rozpaczą zastanawia się, czy nie przesunąć świąt do czasu, gdy do sklepów dotrze zamówione orzechowe wsparcie. Jednak śnieżyca, wielkie zaspy i grasujący na drogach gang wiewiórek utrudnia dostawę. Zdaje się, że tragedia jest nieunikniona.
Te smutne wieści docierają do uszu leżących w kredensach trzech domów, zapomnianych, bo przecież nie ma czego łuskać, dziadków do orzechów Bugatti i Menu. Ci bohaterowie kruszenia twardych łupin, używani okazjonalnie, raz czy dwa razy w roku, przez pozostałą część czasu marzą i śnią o wielkich wyczynach – batalii z twardą skorupką orzecha. Teraz właśnie pojawia się prawdziwa okazja, by udowodnić swoją moc, by pokazać siłę i odwagę.
Niezłomna trojka zbiera się w przedwigilijny wieczór przed merostwem. Każdy z nich wygląda inaczej, każdy ma jakieś charakterystyczne cechy i umiejętności. Dziadek do orzechów Bugatti jest wysoki i smukły, więc ma szerokie horyzonty. Jego zapobiegliwy krewniak, również Bugatti, o stalowych mięśniach ma zawsze pod ręką miseczkę. Nigdy nie wiadomo, na co się przyda. I trzeci z trójki – dziadek do orzechów Menu – niski i pękaty, wykazuje się wyjątkową pomysłowością i inteligencją. Chętniej używa głowy niż mięśni. Wystawiona nawet na najcięższe trudy i przygody trójka dziadków poradzi sobie w każdej sytuacji.
Na rynku jest pusto, ciemno i smutno. Niezrażone przygnębiającym nastrojem, czujące w sobie wibrującą siłę dziadki wyruszają na pełną niebezpieczeństw wyprawę ratunkową.
Uruchamiając swoje wyspecjalizowane, wyczulone zmysły oraz orzechową intuicję, w mig znajdują w okolicznym lesie wiewiórczaną kryjówkę. Spróchniały pień stuletniego dębu kryje w sobie wszystkie wyniesione z miasteczka orzechy.
Trójka dzielnych bojowników o orzechową wolność staje zamyślona przy pniu starego drzewa. Dziadki wiedzą, że jeśli przeniosą wszystkie orzechy do miasta, wiewiórki natychmiast zorientują się, w czym rzecz i okrutnie się zemszczą. Gotowe wykraść bakalie, cukierki, marcepanowe laseczki, lukrowane pierniczki i wieszane na choinkach postaci z czekolady. A tego już miasteczko mogłoby nie znieść. Świadomi, jak wielka odpowiedzialność spoczywa na ich drewniano-stalowych barkach trzej odważni bohaterowie wpadają na doskonały pomysł. Sprawnie, szybko i z precyzją rozłupują orzechy, wydobywając z łupin smakowity miąższ. Dziadki do orzechów tak zmyślnie i perfekcyjnie rozbijają skorupki, że te wyglądają, jak nietknięte. Geniusz pomysłu polega na tym, by wiewiórki możliwie długo nie zorientowały się, że orzechy są puste w środku.
Objuczone worami i miseczką łuskanych orzechów odważne dziadki powoli oddalają się w kierunku miasteczka.
Rano jego mieszkańcy nie mogą uwierzyć swemu szczęściu. Na środku rynku piętrzą się stosy łuskanych orzechów. Dziadki skromnie wracają do kredensu. Na ich drewniano-stalowych obliczach nie widać już przygnębienia. Drzemią w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Choć w tym roku nie będą łuskały orzechów w kuchniach swych właścicieli, sprawdziły się w swoim fachu jak mało kiedy.
Wigilia tego roku jest jedną z radośniejszych w dziejach miasteczka. Wszędzie widać szczęśliwe buzie dzieci pałaszujących orzechowe ciasta.
Nie można jednak zamknąć historii, nie wspominając o losach gangu wiewiórek. I w ich życiu wiele się zmieniło. Z braku zawartego w orzechach fosforu wiewiórkom zaczęła szwankować pamięć. Nijak nie mogły sobie przypomnieć, po co zniosły do spróchniałej dziupli dębu furę pustych, orzechowych łupinek. Kompletnie zapomniały o uprawianym przez siebie złodziejskim procederze i z lubością rozśmieszały mieszkańców miasta, przybiegając po leżące na wyciągniętych dłoniach orzechy.
* * *
Wigilijna historyjka powstała dla przyjemności opowiadania o pysznych orzechach, pomysłowych dziadkach i rozpieszczonych, parkowych wiewiórkach. I dla przypomnienia nastroju wyjątkowych, świątecznych chwil.
Sklep www.smakprostoty.pl, doceniając wyczyny dziadków do orzechów, zaprasza na pełne magii spotkanie z bohaterskim triem wyzwalających aromatyczny orzechowy miąższ.
Joanna J. Gawlikowska
Krystian Wawrzyczek