"
W dolinie Elah" ("
In the Valley of Elah") to kolejny film poruszający bardzo delikatny temat, jakim jest wojna w Iraku. Po brytyjskim dramacie "
Bitwa o Irak" przyszedł czas na amerykańską produkcję wojenną - "W Dolinie Elah". Film ten, tak jak jego poprzednik, jest oparty na faktach. Kolejne wstrząsające fakty i wydarzenia z niekończącą się wojną w Iraku w tle.
Reżyser i zarazem scenarzysta tej produkcji to znakomity
Paul Haggis, odpowiadający wcześniej za scenariusze do takich filmów jak "
Sztandar Chwały" ("
Flags of Our Fathers"), "
Listy z Iwo Jimy" ("
Letters from Iwo Jima") czy "
Miasto Gniewu" ("
Crash"). Jak widać facet zna się na swojej robocie, a tematyka wojenna nie jest mu obca. Nie zdziwił mnie zatem fakt, że "W Dolinie Elah" dostał nominację do Oscara 2008 w kategorii "najlepszy aktor pierwszoplanowy". Aktor, którego Amerykańska Akademia Filmowa oceniała, to znany wszystkim
Tommy Lee Jones, który statuetką może się już pochwalić za tytuł z 1993 roku - "
Ścigany", w którym rzeczywiście zagrał przebojowo. Prócz świetnego Jonesa, w filmie zobaczymy również
Charlize Theron,
Susan Sarandon czy
Jasona Patricka. Ciekawostką jest, że film "
To nie jest kraj dla starych ludzi" ("
No Country for Old Men") również nominowany w tym roku do Oscara, posiada aż trzech tych samych aktorów, co film Haggisa, a mianowicie są nimi Tommy Lee Jones,
Josh Brolin i
Barry Corbin. Film braci Coen otrzymał statuetkę w swojej kategorii, więc można przypuszczać, nawet nie oglądając "W Dolinie Elah", że widz nie będzie zawiedziony.
Hank Deerfield (T.L. Jones) to weteran wojenny, wiodący spokojne życie wraz ze swoją małżonką Joan (Susan Sarandon), mający syna, który idąc śladami ojca, wyjechał do Iraku jako żołnierz US Army. Już na początku filmu nasz główny bohater dowiaduje się, że jego syn Mike (Jonathan Tucker) zaraz po powrocie do kraju zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Hank podejmuje się rozwikłania sprawy na własną rękę, więc jedzie do jednostki, gdzie sprawa miała miejsce, aby poznać prawdę. Niestety z biegiem czasu wszystko wskazuje na to, że Mike Deerfield, wzorowy żołnierz armii USA, został zamordowany, a wojsko stara się zatuszować prawdę. Zdeterminowany Hank przy pomocy lokalnej pani detektyw Emily Sanders (Charlize Theron) z biegiem czasu odkrywa bolesną i przerażającą prawdę.
Szczerze mówiąc, głównym atutem filmu jest obecność w nim Tommy'ego Lee Jonesa. Grana przez niego postać to rozsądny, twardy i inteligentny mężczyzna, który za wszelką cenę chce dowiedzieć się, w jakich okolicznościach zginął jego syn i kto za tym stoi. Jones już nie raz udowodnił, że jest aktorem wysokiej klasy i nie jest to przypadek, że dostał za tą rolę nominację do Oscara. Dlaczego statuetki nie otrzymał? Powodów może być wiele. Komisja Amerykańskiej Akademii Filmowej nie rzadko rozmija się z opiniami zwykłych zjadaczy chleba i niestety nikt na to wpływu mieć nie może, jednak w tym przypadku problemem mógł być po prostu sam temat filmu. Temat jeszcze bardzo delikatny dla społeczności amerykańskiej, a przede wszystkim teraźniejszego rządu. Nie jest tajemnicą, że film to apel do zawieszenia broni i zrezygnowania z tej daremnej, niekończącej się wojny, która pochłonęła już wiele ofiar i jeszcze nie jedną pochłonie. Film ukazuje konsekwencje wojny nie tylko na polu walki, dowiadujemy się, co może stać się z umysłem młodego człowieka, który w jednej chwili musi zabijać, a w następnej żyć normalnie i przystosować się do otoczenia. Te wszystkie tematy to problem przede wszystkim skierowany w USA i po 7 latach trwania wojny, wydawało by się, że przyszedł wreszcie czas na refleksje. Reżyserzy zaczynają być odważnie, powoli kręcą filmy, które obnażają niewygodną dla USA prawdę , ale pomimo tego, że wojna trwa już tyle lat to chyba jeszcze nie czas na Oscara w tej tematyce.
Film choć nie zaskakujący, uważam za udany. Kto liczy na fajerwerki, zawiedzie się i uzna film za nudny. "W Dolinie Elah" to film, który skłania do przemyśleń, stawia pytania na które musimy sami sobie odpowiedzieć i wywołuje refleksje nad sensem wojny i konsekwencjami po niej następującymi. Zapraszam do kin tych, którzy mają dość głupawych komedii oraz żenujących horrorów, które Hoollywood wypluwa teraz niestety masowo. Ta produkcja to coś więcej niż dramat, ten film dotyczy naszych czasów, dotyczy nas.
Recenzja: Bartosz Studenny