Ogólnie narzekamy w Poznaniu, że dzieje się niewiele, że jeśli już się o czymś dowiadujemy, to z reguły po czasie i do tego pocztą pantoflową. A publikatory nie służą informowaniu o wszystkim, co ciekawe, choć nawet dziecko wie, że taka ich rola.
Tym razem na pewno na wysokości zadania stanęła prasa, bo to w gazetach z kilku dniowym wyprzedzenie można było się dowiedzieć o odbywających się w dniach 16 - 17 sierpnia w Poznaniu Międzynarodowych Targach Muzycznych - MITAM.
Pomysł na zorganizowanie kilkudniowej imprezy jest tyle dobry, co trudny do realizacji, do tego całe to muzykowanie przewidziane było na świeżym powietrzu, a to z kolei tego lata mogło być dość ryzykowne. Przykładem był choćby przerwany nawałnicą, przypominającej koniec świata, występ
Nelly Furtado, choć może to i szczęśliwie po tym co
piosenkarka zaprezentowała w pierwszych trzech utworach... ale lepiej przejdźmy do Targów Muzycznych -
MITAM. Tu także pogoda wymusiła zasadniczą zmianę, bowiem tuż przed zapowiadanym deszczem koncerty przeniesiono z Dziedzińca Urzędu Miasta Poznania na Placu Kolegiackim do klubu Johnny Rocker.
Oczywiście gdyby te muzyczne spotkania odbywały się pod chmurką to niewątpliwie mogłoby w takim spotkaniu brać udział zdecydowanie więcej ludzi, ale za to atmosfera
klubowa stworzyła klimat jakiego próżno by było szukać na otwartej przestrzeni. Prawda jest jednak taka, że niektóre rodzaje muzyki świetnie wypadają zarówno na wielkich stadionach jak i w małych pomieszczeniach. Dali tego przykład Rolling Stonsi kiedy występowali w sierpniu 1998 roku na stadionie w Chorzowie. Gigantyczna scena, tysiące świateł, w tym całe rzędy ruchomych reflektorów. Koncert z rozmachem jakiego próżno by szukać podczas występów innych artystów, ale w połowie całego wydarzenia po ruchomej rampie muzycy przeszli na maleńką scenę zamontowaną na środku stadionu i tam zagrali typowo klubowy koncert. Było wyśmienicie.
Wracając teraz do muzyki w klubie Johnny Rocker, moim zdaniem zła pogoda i przeniesienie koncertów do małej sali wcale nie zaniżyło ani poziomu, ani nie spowodowało, że koncerty były uboższe, wręcz przeciwnie. Było dobrze, a momentami nawet lepiej. Ale jeśli proponuje się publiczności takie sławy jak ERIC BELL - dawny członek kapeli THIN LIZZY, czy IREK DUDEK, to już po samych nazwiskach spodziewać się można dużych przeżyć. Ale co ciekawe do tego poziomu z powodzenie równali też i inni. Jestem daleki od chwalenia czegoś, co nie do końca mi się podoba, jednak w przypadku Międzynarodowych Targów Muzycznych - MITAM poziom wykonawców był naprawdę wysoki.
Ale czy kogoś należałoby wyróżnić? No cóż zawsze jest tak, że w mityngu muzycznym znajdzie się ktoś, kto zachwyci. To nie jest żaden ranking, ale wyróżniłbym Irka Dudka i jego fantastyczną kapelę. To nie tylko muzyka, to także kapitalny
show jakiego nie powstydziłby się żaden zachodni wykonawca. Grali tak, że zawładnęli publicznością bez reszty. Ci panowie naprawdę wiedzą na czym polega profesjonalne muzykowanie. Do tego Irek Dudek ze swą nieco przebudowaną formacją - SHAKIN' DUDI - po latach znów nagrał
płytę i powrócił na scenę i do tego w jakim stylu!!! Możecie tylko Państwo żałować, te słowa kieruję do tych, którzy nie mieli szczęścia być na koncercie, możecie żałować bo jak znam nasz rynek to następna okazja na takie spotkanie z prawdziwą muzyką nie nastąpi tak szybko. W końcu mamy w Polsce tylu pseudoartystów noszonych na rękach i hołubionych przez wszelkiej maści
radia i telewizje, że w sposób naturalny na prawdziwą sztukę niewiele pozostaje już miejsca. Ale po co się denerwować, lepiej powspominajmy.
ERIC BELL - człowiek legenda twórca legendarnego utworu "
Whiskey in the jar". To było doprawdy miłe spotkanie z dobrym brytyjskim graniem. Rzetelny
rock, grany w stylu jaki dziś już nieco poszedł w zapomnienie. Co wcale nie oznacza, że trąci myszką. Tyle, że gra to oszczędna, bez silenia się na wyjątkowe fajerwerki i podlizująca się, niekiedy nawet na siłę, publiczności. Do tego muzycy wykazali klasę pozostając do końca koncertu na sali i siedząc wśród publiczności, choć występowali jako pierwsi.
Na koniec pierwszego dnia usłyszeliśmy jeszcze BOOGIE RADIO BERLIN ORCHESTRA. Przyznam szczerze, że po występie Irka Dudka dość trudno było mi się przestawić na ten typ muzyki, ale po kilku utworach słuchałem już z dużym zaciekawieniem. No i opłaciło się. Wykonawstwo na wysokim poziomie do tego muzyka coraz bardziej wciągała i na koniec po kolejnych bisach żal mi było, że to już koniec.
Tak minął dzień pierwszy targów MITAM zatytułowany - "Dzień z Elvisem]". Natomiast dla tych, którzy chcieli jeszcze pozostać w tych klimatach przygotowano w "Domu Vikingów" na Starym Rynku - Dyskotekę z Presleyem i koncertami piosenkarzy na żywo.
No i nadszedł dzień drugi. Tym razem wszystkich najbardziej elektryzowało jedno nazwisko. Znane z dawnych lat i z zupełnie innej muzyki. Pamiętam jak śpiewali o wyblakłych obrazkach jednego z najbardziej znanych polskich artystów - Nikifora. Ta
piosenka zapadła mi w pamięć najbardziej. Mam do niej jakiś wyjątkowy sentyment. A co to był za
zespół? Zapewne część z Państwa już odgadła. Tak, to
No To Co. Dwie najbardziej znane postacie w tej kapeli to
Piotr Janczerski i Jerzy Grunwald i to właśnie ten ostatni był języczkiem u wagi tego wieczoru. Przez lata dochodziły do nas wiadomości o jego dokonaniach w Szwecji. Teraz jednak zmienił nie tylko kraj, ale i zainteresowania muzyczne i poszedł w stronę brzmień typowo amerykańskich. Łatwo było zaobserwować, że tego typu piosenki najbardziej przypadły do gustu starszej części słuchaczy i to na tyle, że momentami zrobiło się na sali wręcz festiwalowo.
Ale tego dnia największe wrażenie zrobił na mnie zespół, który na żywo słyszałem po raz pierwszy, to IZOTOP. Formacja podparta dwoma muzykami z dawnych czasów. Jeden z działającego do dziś zespołu TURBO, drugi z trochę zapomnianej poznańskiej grupy STRES. Już sama nazwa, nawiązująca do
ZZ TOP, wskazuje, że spodziewać się mogliśmy typowo teksańskiego grania i tak było. Najpierw kilka utworów właśnie słynnych brodaczy z południa Ameryki, a potem własna twórczość do tego świetnie korespondująca z tamtymi klimatami. Grali z takim wykopem, że aż w duszy grało mi jeszcze długo, długo po koncercie. A do tego spodobała mi się nie tylko muzyka, ale i... szczerość. Ileż to rodzimych "gwiazd" zażegnuje się latami, że ich twórczość to coś niepowtarzalnego i o jakimkolwiek naśladownictwie nie ma mowy. No cóż nie potrzeba być wyjątkowym znawcą muzyki, żeby stwierdzić, że to zwykłe kłamstwo połączone z megalomanią. Za to w przypadku tej
kapeli nikt niczego nie ukrywa. Kochają ZZ TOP i wzorują się na nich, a do tego mają jeszcze znakomity warsztat.
Natomiast muzykowanie tego dnia zaczął Jan Izba Izbinsky śpiewając utwory "bluesbrothersowe" ( te z głośnego filmu) oraz mistrzów Raya Charlesa i Muddy Watersa. Wpisywał się dobrze w zamysł organizatorów, bo tytuł tego koncertu brzmiał - "Muzyka to Ameryka".
I tak pierwsze Międzynarodowe Targi Muzyczne - MITAM dobiegły końca, choć dla tych, którzy chcieli zostać jeszcze w tej wesołej atmosferze przygotowano koncert
jazzowy w klubie SARP na Starym Rynku.
Czy za rok podobna impreza zostanie snów zorganizowana? Zobaczymy. Myślę, ze kontynuacja byłaby jak najbardziej wskazana, czego należy życzyć Krzysztofowi Wodniczakowi pomysłodawcy projektu i Andrzejowi Mitanowi dyrektorowi imprezy.