Rano jak zwykle budzik dzwoni stanowczo za wcześnie, potem szybkie śniadanie i codzienna dawka pośpiechu, by wszędzie zdążyć na czas, a potem jeszcze wpaść do biura tak szybko, aby szef nie zauważył, że znów jesteśmy ostatni za biurkiem. Mnóstwo pracy, trochę nerwów i po paru godzinach i kilku korkach na drodze, wreszcie możemy wrócić do domu. Zaczyna się ulubiona pora dnia.